WIEM, CO CHCĘ, ALE MI SIĘ NIE CHCE, czyli jak się zebrać do działania?

Jesteś inteligentną kobietą. Wiesz, co, gdzie i jak.

Jeśli, dajmy na to, postanowiłaś mieć płaski brzuszek, to wiesz, że trzeba wykonywać odpowiednie ćwiczenia i jeść mniej pieczywa, a więcej warzyw. Jeśli chcesz płynnie mówić po angielsku. Wiesz, że konieczna jest nauka – mówienie, słuchanie, powtarzanie. Jeśli planujesz mieć stronę internetową swojej firmy – wiesz, jakie kroki trzeba podjąć. Co napisać, stworzyć, albo gdzie wycenić. Jeśli chcesz działać bardziej efektywnie, wiesz, że powinnaś z jak największą koncentracją wykonywać ważne zadania.

Wiesz, co chcesz, aby było.

Wiesz, jak to zrobić.

I jakoś tego nie robisz.

I to nie robienie robi Ci jeszcze gorzej.

Bo jakbyś tak, była trochę, jak to zagubione dziecko we mgle. Ale ja nie wiem, co. Ale ja nie wiem, jak… Ale ja…To można by to usprawiedliwiać. Tłumaczyć. Ale, bądźmy szczerzy. Ty wiesz. Nawet karnet kupiłaś :).

I nie robisz.

Zanim chęci przejdą w działanie, docierają do głowy…

I tam następuje proces weryfikacji i racjonalizacji. Innymi słowy – to, co, masz w głowie, jak myślisz, jak postrzegasz pewne tematy, jaki masz tam mętlik wpływa na, czy podejmiesz to działanie czy nie.

Sama pewnie wiesz, jak jest. Czy to kwestia ćwiczeń, nauki angielskiego, czy wyjścia z codziennego chaosu. Każdy ma, co innego. Wiesz, że można inaczej. Wiesz jak. I nie robisz.

I potem się tłumaczysz – sobie, mężowi, mamie…

Jak temu zaradzić?

Jeśli ma to dla Ciebie znaczenie – nie tylko ty tak masz. Wszyscy tak działamy. Taką konstrukcję ma ludzki mózg. Zatem – nie jesteś ani popsuta, ani jakaś wyjątkowo skomplikowana i trudna do zmian.

A po drugie – właśnie – to jest coś, co można zmienić. Co TY możesz zmienić.

Tak, aby zamiast mętliku w głowie, który utrudnia Ci działania i bynajmniej nie poprawia Twojej samooceny – była tam SDKW – Sprawnie Działająca Konstrukcja Wspierająca :).

To jest trochę, jak samonapędzające się koło. Im bardziej posuwasz się do przodu w tematach, które są dla Ciebie ważne, tym większą satysfakcję i wyższe poczucie własnej wartości masz. One dają energię na kolejne cele i wiarę w ich realizację. W skrócie – Im więcej robisz, tym więcej możesz i tym lepiej się z tym czujesz.

Ale.

Uwaga ważne.

Podsuwasz się do przodu w tematach, które są dla Ciebie WAŻNE. Nie – ogarniasz codziennie milion spraw, ale robisz, choćby mały, krok do przodu w kwestii dla Ciebie istotnej.

Pewnie intuicyjnie to czujesz.

Weźmy te ćwiczenia. Zaczynasz. Jesteś zmotywowana na 100%. Po tygodniu (oby :P) już jakoś mniej. Ale mino to działasz. Ok. Nie jest to codzienny Skalpel z Chodakowską, ale każdego dnia 10 minut poświęcasz na ćwiczenie. Bez dyskusji (w głowie) czy się chce czy nie, czy warto, czy masz czas, czy to ma sens itd.

Wiesz, te nasze głowy to kreatywne bestie. Racjonalizacje, dlaczego to nie ma sensu ćwiczyć są naprawdę dobre. Jak wypowiesz na głos to słyszysz, że kupy się nie trzyma. Ale w głowie brzmią całkiem sensownie – „Bo pada, wieje, zimno, mokro, gorąco. Bo równe 15 po zacznę. Tylko obiad wstawę, potem pójdę. Jutro podwójnie zrobię.” W głowie brzmiały jakby lepiej;)

W każdym razie. Dzień za dniem, jeśli nie dajesz się tym głosom i wykonujesz choćby ten tiptopek do przodu, zyskujesz moc. I efekt też. Kondycja wzrasta. Kilogramów ubywa. Zaczynasz rozumieć, co tam ta Pani w Internetach po angielsku prawi. Strona internetowa się robi.

Ok. Nie wyszło w tydzień. Ba, w miesiąc też się nie udało. Ale po dwóch już widzisz efekty. I to daje moc, prawda? No, bo kto zrobił, no, kto? A no ja sama!

 

Co zatem zrobić, aby te głosy w głowie uciszyć?

Zająć głowę, czym innym.

Np. liczeniem.

Od tyłu.

Jeśli postanowiłaś robić stronę internetową, ćwiczyć, uczyć się angielskiego.

Decydujesz, że teraz się do tego zabierasz.

Liczysz:

5

4

3

2

1

I działasz.

Twoja głowa jest zajęta (serio), a ty masz 5 sekund na to by ruszyć inną część ciała :).

Jak już ubierasz buty do biegania, to bez sensu nie wychodzić i czekać do 15 po, prawda?

I choćby brzmiało to naiwnie. I pomyślałaś sobie, jak ja (heh), że no to nie z moja głową takie numery.

Spróbuj.

Sprawdź.

W imię zasady, – że jak nie wyjdzie, to będzie tak, jak jest. Nic się nie stanie. Nic się nie zmieni. A jak wyjdzie, to przecież tylko na lepsze. Poza tym…to 5 sekund. Cóż Ci szkodzi.

 

Powyższe nie zostało wymyślone przez moją głowę. Zasadę 5 sekund odkryła i opisała Mel Robbins. Jak masz ochotę poczytać więcej – bardzo polecam! Na YouTube jest dużo filmów, w których tłumaczy naukowe uzasadnienie działania zasady 5 sekund. Samo zbieranie się do robienia czegoś. Nawet tego, co się chce, lubi, ceni, nie jest łatwe. Trochę niezrozumiałe. Żeby własna głowa tak sabotowała. Jeśli chcesz zrozumieć, dlaczego to tak właśnie działa polecam np. Brain Hack Backed By Science. Here’s How.

 

Daj znać czy spróbowałaś!

 

Jeśli moje podejście do tematu efektywności Ci się podoba i masz ochotę na więcej. Zapraszam do zapisania się do newslettera, gdzie zawsze informuję o aktualnych wydarzeniach

Umów się ze mną na konsultację, jeśli czujesz, że mogłabym Ci pomóc.

 

2019-02-12T13:57:18+00:00 31 stycznia 2019|